Justyna Hołosyniuk. Nauka języka francuskiego

5 ciekawostek o mnie

5 ciekawostek o mnie

A

Chcesz poznać mnie lepiej? Oto pięć ciekawostek o mnie, a przy okazji również o Francji i języku francuskim. Zapraszam!

1. Jak wyglądał mój pierwszy pobyt we Francji*

Po raz pierwszy wyjechałam do Francji w pierwszej klasie liceum na szkolną wymianę. Mieszkaliśmy niedaleko Grenoble, na terenie francuskiej szkoły. W dzień zwiedzaliśmy okolicę, a wieczorami – z różnym skutkiem – próbowaliśmy bratać się z autochtonami. Weekend natomiast każdy z nas miał spędzić we francuskiej rodzinie.

Moją opiekunką została młoda Francuzka, która wyglądem przypominała krzyżówkę punka z emo. Pamiętam, że bardzo wyróżniała się na tle innych uczniów i nikt nie chciał do niej trafić.

Na szczęście „moja” francuska rodzina okazała się bardzo sympatyczna. Robili wszystko, żebym dobrze się czuła w ich towarzystwie. Zabrali mnie nawet na wycieczkę w góry i zaproponowali, bym zadzwoniła do Polski (wcześniej długo mi tłumaczyli, jak się używa telefonu bezprzewodowego).

Nasza komunikacja była dość ograniczona. W owym czasie, z bardziej skomplikowanych zdań po francusku, byłam w stanie powiedzieć: Je ne parle pas français i Où sont les toilettes. Na szczęście dzieci znały trochę angielski. To właśnie wtedy odkryłam, że wymawianie „h” przychodzi Francuzom z wielkim trudem. Ich om i auz wcale nie przypominały angielskich home i house.

Kilka tygodni później „moja” Francuzka – ta, do której nikt nie chciał trafić – przyjechała z rewizytą do Polski. I mimo że pierwszej nocy spała na gołym materacu pod prześcieradłem, a płatki kukurydziane z mlekiem próbowała jeść w kubku do herbaty, to myślę, że spędziła w Polsce całkiem miłe chwile.

2. Jakie było moje największe zaskoczenie związane z Francją

Zaskoczeń było naprawdę wiele. Począwszy od tego, że kiedy Francuz mówi, że chce się spotkać za osiem dni, to tak naprawdę ma na myśli siedem (więcej TUTAJ), że we Francji wszystkie filmy w telewizji są dubbingowane (więcej TUTAJ), przez to, że Francuzi uwielbiają nagrywać się na automatyczną sekretarkę (więcej TUTAJ), a skończywszy na angielskich nazwach własnych, które wymawiają według własnych zasad (więcej TUTAJ). Nie potrafię wybrać tego jednego.

3. Jaką jedną rzecz typową dla Francji wzięłabym ze sobą na bezludną wyspę i dlaczego

Une marinière, czyli białą koszulkę w niebieskie paski (à rayures). Premièrement, kojarzy mi się ona z morzem, więc idealnie wpasowuje się w klimat une île déserte. Deuxièmement, jest un must have, jeśli chodzi o francuski styl, a nigdy nie wiadomo, kiedy spotka się swojego Piętaszka (Vendredi). Z głodu umrę, ale szyku zadam!

4. Jaki jest mój ulubiony francuski sposób na spędzanie wolnego czasu

Une belote, czyli bardzo popularna we Francji gra w karty (un jeu de cartes). Dzięki niej złapałam karcianego bakcyla i nawet nauczyłam się grać w pokera (jouer au poker). Bardzo lubię tę grę, ponieważ jest idealnym pretekstem do spotkań ze znajomymi – do rozgrywki potrzebnych jest czterech graczy (un joueur) – i zmusza do myślenia. Zasady gry są zbyt skomplikowane, żebym mogła opisać je tutaj w kilku słowach, dlatego odsyłam Cię do Wikipedii.

Popularność tej gry jest tak duża, że do języka weszło wyrażenie rebelote. Kiedy gracz ma w ręku karty króla (un roi) i królowej (une reine) tego samego koloru, kładzie na stół jedną z nich i mówi belote, następnie, kładzie drugą i wtedy mówi rebelote. W języku potocznym używamy tego wyrażenia, kiedy chcemy zaznaczyć, że coś ma miejsce po raz drugi.

Przykłady użycia:

Je sors du garage et rebelote. La voiture tombe à nouveau en panne… 

Wyjeżdżam z garażu, a tu powtórka z rozrywki. Samochód znowu się psuje…

Hier, ils étaient arrivés en retard. Et aujourd’hui, rebelote ! 

Wczoraj przyjechali spóźnieni. I dzisiaj to samo!

5. Jakie jest moje ulubione francuskie powiedzonko

Kiffe la life ! – Korzystaj z życia! To potoczne wyrażenie przypomina mi, że należy cieszyć się tym, co tu i teraz (profiter du moment présent). Kiedy zaczynam wątpić, czy powinnam sprawić sobie jakąś przyjemność – nieważne, czy chodzi o czekoladę czy daleką podróż – mówię sobie wtedy: Juju, kiffe la life !, i nagle wszystko staje się taaakie proste.

Więcej o czasowniku kiffer znajdziesz na moim blogu w artykule „Kiffe la life !”.

* Wpis powstał w ramach projektu „W 80 blogów dookoła świata”.

Obserwuj

Wyszukiwarka

Popularne wpisy